piątek, 26 maja 2017

Fantastycznie chłodna prasówka - Fantom Nr 1/2017

Zdaję sobie sprawę, że ostatnio na blogu zrobiło się nieco monofantastycznie, ale już nadrabiam zaległości, ponieważ dzieje się, oj dzieje. Na polskim rynku wydawniczym pojawiło się nowe pismo opiewające tak lubiany przez mnie gatunek. Magazyn mający nawiązywać do tradycji Klubu Tfurcuf i, przynajmniej taką mam nadzieję, urozmaicający nieco rynek pism fantastycznych w Polsce. Mowa oczywiście o Fantomie, który swoją premierę miał na tegorocznym Pyrkonie. Fakt, faktem nie udało mi się magazynu upolować w kiosku, ale wyłącznie z własnej winy. Zwyczajnie, w całym rozgardiaszu pracowo-remontowym, nie miałam kiedy zrobić sobie maratonu zakupowego w poszukiwaniu egzemplarzu do nabycia, ale zamówienie z obiorem własnym w Świecie Książki też całkiem nieźle się sprawdziło. Dzięki temu już dziś możecie zobaczyć, co ma do zaoferowania najnowsza konkurencja NF i jak bardzo udaje jej się wzbogacić rynek.
Chciałam zrobić artystyczne zdjęcie z kwiatkiem, ale Mysz skradła kadr.

niedziela, 14 maja 2017

Rzecz o stworzeniu i chaosie, czyli kilka iskier, które zmieniło świat

No i stało się. Rzecz niepojęta i niesłychana. Zostałam polecona jako recenzentka. W ten właśnie sposób znalazł mnie Autor. Usłyszał, sprawdził, napisał, przedstawił palącą potrzebę zaopiniowania jego tekstu. Znów samowydawanie. A miałam trzymać się od tego z daleka. Fakt zdarzają się tam ciekawe perełki, ale czasami aż strach się bać, co znajdzie się w tych wątpliwej jakości dziełkach. Tak, ciągle mam uraz po przygodzie sprzed dwóch lat. Fakt, nazwisko redaktora nieco mnie przekonało, bo miałam styczność z jego wcześniejszymi pracami i wiedziałam, że przynajmniej włosów z głowy rwać nie będę. A ponieważ i moje ostatnie doświadczenia z różnymi selfami były całkiem pozytywne, skusiłam się. Z czasem okazało się, iż z Autora jest całkiem wdzięczny rozmówca, a i książka wyszła mu nie najgorsza, więc czemu by o tym nie napisać.
Zapraszam Was na recenzję "Iskier czasoświatu" Krzysztofa Bonka.

sobota, 6 maja 2017

Rozkminianie nad cichym czytaniem, czyli krakowski weekend Mroza

Z czasem Mroza bywa różnie. Wycisnąć z doby wolną chwilę jest ciężko, co dopiero mówić o wolnym weekendzie. Głównie dlatego, że gdy takowy się pojawi, klepię w klawisze do oporu, by nadrobić zaległości nagromadzone przez cały tydzień. Ale o to stała się rzecz niesłychana - wolny weekend mi się przytrafił. Nie może być! A gdyby tego było mało zbiegł się w czasie w odbywającym się w Krakowie Silent Reading Party i urodzinami Hadynki. A że w dawnej stolicy nie byłam całe wieki (od czasu pamiętnych Targów Książki) i udało mi się dostać bilety w rozsądnej cenie, szybko zdecydowałam, że jadę. A potem zaczęły się dziać rzeczy. Okazało się, że akurat w ten weekend wypadał Światowy Dzień Książki i krakowski Weekend Księgarń Kameralnych, co tylko spotęgowało moją radość i wypełniło ten krótki czas niezapomnianą intensywnością. Aż wstyd się przyznawać przed resztą moich krakowskich znajomych, ale nie znalazłabym chwili nawet na jedno piwo z Wami, ponieważ...
Mróz się poważnie przygotowała na wypad. Wzięła poważny aparat z postanowieniem zrobienia masy zdjęć. Jednak nie mam duszy fotografa, a do tego część zdjęć wyszła niewyraźna, więc przykro mi, nie będzie planowanego fotoreportażu.

poniedziałek, 1 maja 2017

Fantastycznie chłodna prasówka - bonus truck

Czasami wokół mojego blogowania dzieją się dziwne rzeczy. Dostaję książki znikąd, których się nie spodziewałam, na mailu pojawiają się zaskakujące oferty współpracy z afrykańskimi rządami, albo masa wiadomości wyglądających tak, jakbym zapisała się do newslettera wydawnictwa, o którym nawet nie słyszałam. Ostatnio nawet prywatna siostra Mróz poinformowała, że żona jej szefa też prowadzi bloga i nawet słyszała o Powiało Chłodem... Do tej pory nie wiem, jak to możliwe, ale widać nawet takie "cuda" czasem się zdarzają. Bywa jednak, że skontaktuje się ze mną Autor! Gwałtu, rety, cud, szaleństwo i góralska muzyka, bo to może oznaczać dwie rzeczy. Albo pisarz jest tak zdesperowany, że dotarł na krańce internetu w poszukiwaniu recenzenta, albo faktycznie słyszał, ba nawet czytał recenzje na Powiało Chłodem i zgadza się z ich ogólnym przesłaniem, merytoryką i style. Oczywiście zawsze wyobrażam sobie, że ten drugi argument jest dominujący. Tym samym znalazła się autorka, która widząc w internecie recenzje Mróz, spakowała magazyn z opublikowanym w nim swoim tekstem i wysłała go do mnie. A że był to jeszcze nie recenzowany przeze mnie lutowy numer Nowej Fantastyki, to czemu by nie skorzystać z okazji i nie opowiedzieć Wam o nim.
I jak tu się nie cieszyć, kiedy takie dobroci się dostaje.

środa, 26 kwietnia 2017

Fantastycznie chłodna prasówka - NF 05/2017

Mimo że w ostatnich tygodniach musiałam więcej czasu poświęcić pracy zawodowej, nowy dział bloga stopniowo się rozrasta. Już wkrótce oprócz Nowej Fantastyki, będziecie mogli znaleźć w nim najnowszy, jeśli dobrze liczę już ósmy, numer Smokopolitana, stopniowo coraz głośniej zapowiadany na TwarzoKsiążkowym profilu magazynu. Do tego z pewnością dojdzie Fantom, który swoją premierę ma mieć już na Pyrkonie (przyszły weekend jak pamiętam) i, z tego co mówią wydawcy, ma być dostępny w szerokiej sprzedaży z kioskami Ruch i Kolporterem łącznie, co osobiście z chęcią sprawdzę. Jednak zanim to nastąpi mam przed sobą majowy numer Nowej Fantastyki, który już od niedzieli jest do nabycia w kioskach. W numerze można jednak bez wątpienia znaleźć kilka rzeczy, z którymi warto się zapoznać.

sobota, 15 kwietnia 2017

10 (nie)poważnych faktów o mnie

Jakiś czas temu Karolina Małkiewicz z bloga Zwiedzam wszechświat, nominowała mnie do nietuzinkowego wyzwania "10 (nie)poważnych faktów o mnie". Zabawa o tyle fajna, że pozwala na zacieśnianie więzi blogersko-czytelniczych, a także pozwala na oderwanie się od recenzenckiego kieratu. Trzeba też przyznać, że niezwykle prosty i wdzięczny temat wyzwania stanowi przyjemną odskocznię od poważnych rozważań około książkowych. Bo o kim jak o kim, ale o sobie samej mogłabym pisać bez końca. O czym możecie się przekonać przy niemal każdym moim wpisie, ponieważ wybitnie lubuję się w na poły biograficznych wstępach. Tym samym stworzyło to pewną trudność wyzwania. Znaleźć dziesięć takich faktów, o których Wam jeszcze nie wspominałam... Albo pisałam na tyle dawno, że zdążyliście już o tym zapomnieć. Tym samym zapraszam Was na przegląd dziesięciu mniej lub bardziej poważnych faktów o mnie.
Na zdjęciu wyjątkowo Mróz i Mysz. Chyba nie muszę pisać, która jest która?

niedziela, 9 kwietnia 2017

Dajcie mi trochę więcej dowcipu, czyli jak Wars i Sawa rozruszali Warszawę

W Polskiej fantastyce rzadko można natrafić na coś absolutnie śmiesznego. Zupełnie jakby dobry humor i uśmiech nie szły w parze z naszymi przekonaniami. Im więcej świeżo wychodzącej prozy czytam, tym bardziej jestem przekonana, że poczucie humoru w narodzie zanika. Oczywiście sama potrafię wymienić kilku pisarzy, którzy mają na swoim koncie stricte dowcipne tytuły: Jacek Piekara za nim popadł w "inkwizytorską depresję" stworzył "Arivalda z Wybrzeża", Ewa Białołęcka nim zniknęła, popełniła majtkoworóżową "Różę Selerbergu", Marta Kisiel stopniowo rozbudowuje kisielverse (albo kiśloverse - pisownia zależna od humoru) z aniołami, Lichotką i różowym królikiem na czele, Jacek Wróbel kombinuje z Mistrzem Haxerlinem, a Mortka pływa po pełnych niedorzeczności (ale cudownych) Morzach Wszetecznych. Jednak to wszystko ciągle mało. Wiem, że Pilipiuk podrzuca nam dość regularnie powieści o wampirach w PRLu i wioskowym egzorcyście, ale porównajcie to sobie ze wszystkimi historiami fantastycznymi jakie wychodzą w Polsce. Odsetek tytułów napisanych z myślą o śmiechu czytelnika jest koszmarnie mały. Albo inaczej, Wy, jako zapaleni czytacze, odpowiedzcie sobie na pytanie, jaką śmieszną książkę ostatnio przeczytaliście. Warunek: polski autor. Czekam na wyniki. Dlatego też, gdy zrządzeniem bóstw dobrego humoru nacięłam się na najnowszą książkę wydawnictwa FANTOM, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
Taki tam wiosenny kurczaczek w tle.