niedziela, 20 sierpnia 2017

Projekt GC - Dobro złem czyń, antologia

Dawno, dawno temu, kiedy jakimś cudem miałam więcej czasu na pisanie, wydawnictwo Genius Creations ogłosiło konkurs na opowiadanie, którego motywem przewodnim było hasło Dobro złem czyń. Miałam wówczas jeszcze tyle ambicji, że sama coś tam naskrobałam i z epicką wręcz niecierpliwością czekałam na wyniki. Oczywiście nie udało mi się znaleźć w finałowej dziesiątce, inaczej słyszelibyście o tym dość głośno i wyraźnie. Kiedy w końcu przełknęłam gorycz porażki, pigułkę zawiści i własną poniekąd urażoną dumę (przecież niespełniony pisarz drzemie w każdy parającym się pisaniem) mogłam z czystym sercem  i w swój zwyczajowy chłodno-obiektywny sposób, chwycić w ręce antologię, którą otrzymaliśmy w wyniki wcześniej wspomnianego konkursu. I trzeba to przyznać za raz na wstępie, z takim towarzystwem nie wstyd przegrywać.
Nie chcę nawet liczyć, ile dni minęło od przeczytania za nim udało mi się napisać tę recenzję.

czwartek, 10 sierpnia 2017

Fantastycznie chłodna prasówka - Smokopolitan nr 8

Konwent, konwent i po konwencie. I, jakby nie patrzeć, trzeba dość szybko wrócić do zwykłej rzeczywistości, spróbować ogarnąć się życiowo i dalej tak pięknie działać jak w zeszłym miesiącu. Nieco utrudnia to brak wolnego, ale czego się dla swojego kochanego bloga nie robi. Tym bardziej, że są rzeczy, które napisać trzeba. Haniebnie odkryłam, że mimo posiadania i chwalenia się ósmym już numerem Smokopolitan, jego recenzja zaginęła gdzieś w mrokach dziejów. A tak się zwyczajnie nie godzi. Dziewiąty numer za raz wyskoczy do kupienia, jeszcze trochę a wrześniowa NF się pojawi, a Fantom wciąż grzecznie czeka na swoją kolej, więc znów zagęści się od fantastycznych prasówek. Trzeba by to po ludzku jakoś rozdzielić. Zatem zamiast brać się za recenzję kolejnej książki, pozwalam sobie napisać co nie co o najnowszym (póki co) Smoko. Nie ukrywam, że jest to także podyktowane faktem posiadania w owym numerze własnego artykułu. Wiem, prywata. A co?
Nie ma to jak robienie zdjęć o 22 i to jeszcze mydelniczką. Dobrze, że jest myszka do pomocy.

środa, 2 sierpnia 2017

Kup Pani alpakę, czyli Jagacon 2017

Projekt Jagacon, z którym bawiłam się od miesiąca (tak po prawdzie było to znacznie, znacznie dłużej), wypadałoby zamknąć jakimś zgrabnym podsumowaniem. Oczywiście w recenzjach nie było tego widać, ale udało mi się przeczytać absolutne minimum z zaplanowanych książek. Niestety wraz z końcem urlopu, ubyło czasu na pisanie, a co za tym idzie, nie mogłam się podzielić z Wami wszystkim swoimi wrażeniami. Ale coś tam osiągnąć się udało. Finałem całej akcji był dla mnie zorganizowany w Miedzianej Górze Jagacon, na którym to mogłam się podzielić swoją wiedzą literacką, czy błysnąć elokwencją. Oczywiście najlepszym podsumowaniem tego byłoby stworzenie pełnej barwnych zdjęć relacji. Niestety nie mogę jej napisać, ponieważ mnie jakby tam nie było. Znaczy się byłam fizycznie i momentami dość namacalnie, ponadto dwoiłam się i troiłam, by wszystko ogarnąć, ale czy tak naprawdę wiedziałam, co się działo na konwencie, poza dwoma salami, którymi przyszło mi się opiekować? Tego bym nie powiedziała.
Żeby ten post chociaż sprawiał wrażenie profesjonalnego wpisu wrzucam logo imprezy.

niedziela, 23 lipca 2017

Fantastycznie chłodna prasówka - NF 08/2017

Na chwilę, dosłownie na sekundę przyszło mi przerwać Projekt Jagacon, by w chwili wytchnienia sięgnąć po stały punkt programu. Jak już się człowiek podjął recenzowania kolejnych numerów Nowej Fantastyki, to wypadałoby to kontynuować. A że w chwilach większego nieogarnięcia czasowego dawałam radę, to jakże by to teraz porzucać, kiedy po wszystkich moich staraniach widać choćby światełko w tunelu? Nie no, takich rzeczy nie robi się ani ludziom, którzy ci zaufali ani sobie. Tym samym wzięłam się do roboty. Bo czymże jest te kilkadziesiąt stron magazynu, przy setkach, które do tej pory przewertowałam? Zatem do dzieła.
W tym miesiącu jestem ładnie wyrobiona, więc zdjęć własnych jeszcze nie posiadam.

niedziela, 16 lipca 2017

Projekt Jagacon: Niebiańskie Pastwiska - Paweł Majka

Projekt Jagacon to swego rodzaju czytelnicze wyzwanie. Wszystko po to, by w jak najkrótszym czasie przeczytać jak najwięcej stron. Nie dziwi więc, że na dwa tygodnie mojego urlopu przypadły dwie kobyłki autorstwa Pawła Majki. O pierwszej - "Wojny przestrzeni" - mieliście okazję już u mnie czytać. Teraz przyszedł czas na drugi, nagrodzony Żułwiem tytuł "Niebiańskie Pastwiska", będące częścią serii wydawniczej "Horyzonty zdarzeń" promowanej przez Rebis. Nie powiem jak długo książka ta czekała na półce z tytułami do przeczytania. Choć możecie mieć pojęcie, jeśli zdarza Wam się śledzić mój TwarzoKsiążkowy profil, bo zdjęcia z zakupu tego konkretnego tomu pojawiły się... dawno. Bardzo dawno temu. Ale czego się nie robi dla Jagaconu.
Taka mała kolekcja twórczości.

czwartek, 13 lipca 2017

Projekt Jagacon: Sonata dla Motyla - Magdalena Kubasiewicz

W związku z tym, że goście Jagaconu są w dużej mierze całkiem płodnymi pisarzami, mogłam sobie pozwolić na swoiste zaplanowanie kolejności czytania. I nie przypadkiem to właśnie "Sonata dla Motyla" znalazła się po "Bez znieczulenia". Autor tej drugiej pozycji nieco mnie ostrzegał przed treścią, więc mogłam przygotować sobie zawczasu swoistą odtrutkę. A "Sonata..." już swoje wyczekała na stosiku do przeczytania. Połączyłam więc przyjemne z pożytecznym i zabrałam się za nią, bo choć uwielbiam fantastykę, nie znaczy to, że nie czytam obyczajówek. Wśród moich ulubionych autorów wysokie miejsce zajmują Jan Karon czy William Wharton, dzięki którym mam taki szacunek do zwyczajnego życia. Bo nie samą fantastyką żyje człowiek, a czasem dobrze jest sięgnąć po coś zupełnie innego.
Koszulka jako idealne tło reklamowe :)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Projekt Jagacon: Bez znieczulenia - Juliusz Wojciechowicz

Właśnie odkryłam wadę i zaletę swojej koncepcji "Projektu Jagacon". Niczym wszystkie książkowe wyzwania motywuje mnie do przeczytania tytułów, po które z różnych powodów prawdopodobnie bym nie sięgnęła. Tym samym cudownie jest odkrywać tytuły i pisarzy wcześniej jakoś umykających poznaniu. Wiąże się to z niesamowitym poczuciem bycia odkrywcą, wydobywającym na światło dzienne nieznane skarby. I gdzie tu wada zapytacie? Przecież chyba nie w tym, że znajdę coś, co mi się nie spodoba. To raczej ryzyko wliczone w koszta tego typu pomysłów. Bardziej chodzi o zakończenie lektury z pełnym lęku stwierdzeniem "Co ja właściwie przeczytałam?" i próbę ubioru tego typu doświadczeń w słowa. Ale słowo się rzekło, kobyłka u płotu, więc działamy.
Okładka i mocno improwizowane tło :)