niedziela, 16 lipca 2017

Projekt Jagacon: Niebiańskie Pastwiska - Paweł Majka

Projekt Jagacon to swego rodzaju czytelnicze wyzwanie. Wszystko po to, by w jak najkrótszym czasie przeczytać jak najwięcej stron. Nie dziwi więc, że na dwa tygodnie mojego urlopu przypadły dwie kobyłki autorstwa Pawła Majki. O pierwszej - "Wojny przestrzeni" - mieliście okazję już u mnie czytać. Teraz przyszedł czas na drugi, nagrodzony Żułwiem tytuł "Niebiańskie Pastwiska", będące częścią serii wydawniczej "Horyzonty zdarzeń" promowanej przez Rebis. Nie powiem jak długo książka ta czekała na półce z tytułami do przeczytania. Choć możecie mieć pojęcie, jeśli zdarza Wam się śledzić mój TwarzoKsiążkowy profil, bo zdjęcia z zakupu tego konkretnego tomu pojawiły się... dawno. Bardzo dawno temu. Ale czego się nie robi dla Jagaconu.
Taka mała kolekcja twórczości.

czwartek, 13 lipca 2017

Projekt Jagacon: Sonata dla Motyla - Magdalena Kubasiewicz

W związku z tym, że goście Jagaconu są w dużej mierze całkiem płodnymi pisarzami, mogłam sobie pozwolić na swoiste zaplanowanie kolejności czytania. I nie przypadkiem to właśnie "Sonata dla Motyla" znalazła się po "Bez znieczulenia". Autor tej drugiej pozycji nieco mnie ostrzegał przed treścią, więc mogłam przygotować sobie zawczasu swoistą odtrutkę. A "Sonata..." już swoje wyczekała na stosiku do przeczytania. Połączyłam więc przyjemne z pożytecznym i zabrałam się za nią, bo choć uwielbiam fantastykę, nie znaczy to, że nie czytam obyczajówek. Wśród moich ulubionych autorów wysokie miejsce zajmują Jan Karon czy William Wharton, dzięki którym mam taki szacunek do zwyczajnego życia. Bo nie samą fantastyką żyje człowiek, a czasem dobrze jest sięgnąć po coś zupełnie innego.
Koszulka jako idealne tło reklamowe :)

poniedziałek, 10 lipca 2017

Projekt Jagacon: Bez znieczulenia - Juliusz Wojciechowicz

Właśnie odkryłam wadę i zaletę swojej koncepcji "Projektu Jagacon". Niczym wszystkie książkowe wyzwania motywuje mnie do przeczytania tytułów, po które z różnych powodów prawdopodobnie bym nie sięgnęła. Tym samym cudownie jest odkrywać tytuły i pisarzy wcześniej jakoś umykających poznaniu. Wiąże się to z niesamowitym poczuciem bycia odkrywcą, wydobywającym na światło dzienne nieznane skarby. I gdzie tu wada zapytacie? Przecież chyba nie w tym, że znajdę coś, co mi się nie spodoba. To raczej ryzyko wliczone w koszta tego typu pomysłów. Bardziej chodzi o zakończenie lektury z pełnym lęku stwierdzeniem "Co ja właściwie przeczytałam?" i próbę ubioru tego typu doświadczeń w słowa. Ale słowo się rzekło, kobyłka u płotu, więc działamy.
Okładka i mocno improwizowane tło :)

środa, 5 lipca 2017

Projekt Jagacon: Wojny Przestrzeni - Paweł Majka

Mamy lipiec. Za oknem ulewy walczą ze słońcem i wiatrem o panowanie nad pogodą, a mnie chyba już bardziej nie mogło to nie obchodzić. Urlop dzielę sobie pomiędzy ogarnianie mieszkania przygotowania do Jagaconu. Tak, bo to właśnie dziś rusza u mnie na blogu pierwsza edycja Projektu Jagacon. Z racji tego, że na konwencie w Miedzianej Górze, będę nie tyle odpowiedzialna za samych autorów, ale także za poprowadzenie z nimi spotkań autorskich. Mając w pamięci zeszłoroczne spotkanie z Andrzejem Pilipiukiem (możecie o nim przeczytać tutaj), dla odmiany postanowiłam się przyszykować przede wszystkim poprzez nadrobienie zaległości w lekturze. Niestety magicznego kajetu z pytaniami Wam pokazać nie mogę, ale czemu nie połączyć by przyjemnego z pożytecznym i nie zasypać bloga stosownymi recenzjami? Od tego w końcu jest. Na pierwszy ogień poszły "Wojny przestrzeni" Pawła Majki (które ponadto jeszcze łączą aspekt łączenia się z zaległościami na sierpniowy projekt, ale o tym za miesiąc).
Projekt Jagacon rusza z kopyta.

sobota, 1 lipca 2017

Pobawmy się w Boga, czyli rzecz o śląskiej antologii

Kiedy blogowanie zaczyna się robić poważne? W momencie gdy na widok podpisu pod mailem z prośbą o zrecenzowanie książki musisz przecierać oczy ze trzy razy (nie Krzyniu, to nie Martin, ale chyba przestanę się pukać w czoło za każdym razem jak będziesz to mówił). W każdym razie kiedy rozpoznajesz nazwisko i jesteś w stanie połączyć je z co najmniej kilkoma nagrodami Zajdla to znak, że coś się dzieje. Tak o to z ramienia Śląskiego Klubu Fantastyki napisała do mnie Anna Kańtoch z zapytaniem, czy nie zrecenzuję antologii wydawanej przez ich sekcje literacką. I jak miałam się nie zgodzić? Tym bardziej, że nazwa owej sekcji w subtelny sposób przypomniała mi, że obiecałam sobie relaks z twórczością Zelaznego. I choć wszelkie zbiory opowiadań same w sobie są trudne do zaopiniowania, postanowiłam się tym nie zrażać i tak o to "Zabawa w Boga" trafiła w moje łapki.
Zacne tło dla zacnego tytułu.

środa, 28 czerwca 2017

Fantastycznie chłodna prasówka - NF 07/2017

Uczniowie od kilku dni cieszą się już wakacjami. Wkrótce też dołączą do nich studenci podzieleni na dwie mniej lub bardziej radosne grupy, w zależności od konieczności przeprowadzenia wrześniowych powtórek. Jednak w lipcu nikt nie będzie się tym przejmował. W lipcu można na chwilę o tym zapomnieć. Niestety nie każdy może sobie na to pozwolić. Niektórzy zamiast dwóch miesięcy byczenia mogą sobie pozwolić jedynie na dwa tygodnie a i to nie zawsze. Nie mniej jednak, jeśli marzy Wam się chwila wytchnienia, polecam najnowszy numer Nowej Fantastyki, w którym redaktorzy przygotowali dla swoich czytelników wyjątkowo "ciepłe" teksty. I niech Was nie martwi, że nadchodzące lato stanie się kolejnym "sezonem ogórkowym", bo oj będzie się działo, będzie. Przynajmniej u mnie.
Zdjęcia robione o 21 to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej, ale jak terminy gonią to trzeba improwizować.

wtorek, 20 czerwca 2017

Chłodne wypominki #2, czyli efekt domina

Witam wszystkich po mniej lub bardziej niezamierzonej przerwie, której powód był jeden: zwyczajnie przestałam wyrabiać. Jak dobrze wiecie, jestem w trakcie remontowania swojego wymarzonego mieszkanka, i coś nas z Lubym podkusiło, że damy radę sami. I w sumie wszystko byłoby dobrze, gdyby nie mój obiecany majowy urlop nie odszedł w niebyt. Niby nic takiego. Mogłam przecież ciągnąć rzeczy po pracy i tak robiłam, bo innego wyjścia nie było. Tylko że czas "po pracy" był moim recenzencko-pisarskim czasem, który raptem skurczył się do kilkunastu minut dziennie. Nieraz wyrwanych, zmęczonych czy wkurzonych, ale zawsze. W maju jeszcze udawałam, że daje radę. Dopinałam terminy, przyjmowałam na klatę połajanki redaktorów i prowadziłam bloga. Do tej pory nie wiem jak to zrobiłam, ale było ciężko. W czerwcu po prostu przestałam udawać, że walące się domino da się jeszcze powstrzymać. Zwyczajnie nie miałam już na to siły. Potrzebowałam wytchnienia. Od wszystkiego. Dziś już mogę pisać bez zgrzytania zębami, więc dobrze zrobiłam. Ale znów czeka mnie odbudowywanie części rzeczy od nowa. A było już tak dobrze.
Wstawiam zdjęcie kota, bo mogę.