czwartek, 8 listopada 2018

Fantastycznie chłodna prasówka - NF 11/2018

Witajcie moi drodzy czytelnicy w ten jakże zachrypiały dzień. Tuż przed wyjazdem na Wszystkich Świętych do moich rodzinnych Kielc, byłam niezwykle dumna, że przygotowałam dla Was kolejny wpis. Niesiona falą dobrze wykonanej roboty myślałam, że jak tylko wrócę, wycisnę z siebie następny, zapoczątkowując nową serię recenzji. Nic jednak bardziej mylnego. Przeziębienie, które nawiedza mnie falami od piątku właśnie ze mną wygrało. Oficjalnie straciłam głos. Prawie. Coś tam jestem w stanie wyskrzeczeć, jeśli muszę, ale brzmi to tak komicznie, że staram się nie próbować. Na szczęście do pisania głosu nie potrzebuję, a palce jeszcze ogarniają, które klawisze trzeba wciskać. Tym bardziej, że wciąż czeka na mnie najnowszy numer Nowej Fantastyki. Przeczytany już dawno temu, ale jakoś tak wszystko stawało przeciwko pisaniu recenzji. Dziś, mimo całkiem rozsądnej wymówki, jednak zbieram się do pisania.
Jak dobrze, że Luby posiada całą masę klimatycznych gadżetów, które można sfotografować.

środa, 7 listopada 2018

PBF a konkurs, czyli Alarański Kartograf - II edycja

Mogę się mylić, ale chyba niemal każdy członek fandomu miał styczność z RPGami, jeśli nie książkowymi, to przynajmniej komputerowymi. Jak wygląda rozgrywka, każdy wie. Albo spotykamy się z członkami i Mistrzem Gry (my go nazywamy Mrocznym Wodzem) albo odpalamy komputer. Pierwsza opcja wymaga dogrania wolnego popołudnia dla wszystkich członków ekipy, druga znalezienia solidnego wytłumaczenia, dlaczego szóstą godzinę z rzędu wlepiamy oczy w monitor. Można by rzec "Tak źle, tak nie dobrze". Bo zgranie 5-6 osób jednego dnia naprawdę czasem graniczy z cudem, a odpalenie elektronicznego RPGa na pół godziny w ciągu doby mija się z celem. Jakiego questa da się w tym czasie zrobić? Chyba tylko partyjkę Gwinta odpalić. Ale, jeśli podobnie jak ja, żyjecie w niedoczasie, tęsknicie za RPGami, nie boicie się ścian tekstu i sami lubicie pisać, miałabym dla Was rozwiązanie.
Czytajcie dalej. Wkrótce wszystko się wyjaśni (źródło).

środa, 31 października 2018

Byłam paryskim technomagiem, czyli komiksowa gra paragrafowa

Sto lat temu, kiedy młodym dziewczęciem jeszcze będąc robiłam regularne spacery po wszystkich kieleckich bibliotekach i antykwariatach, trafiłam raz na cienką książeczkę wielkości mojej dłoni (a musicie wiedzieć, że Mróz ma dłoń niezwykle mikrego rozmiaru). Po przejrzeniu kilku stron okazało się, iż jest to historia podróży w czasie, by w gorączce Rewolucji Francuskiej odnaleźć zagubiony wówczas skarb. Co ciekawe, nie można jej było czytać w tradycyjny sposób, a w zależności od podjętej decyzji, skakało się po różnych stronach. Oczywiście znalezisko zaintrygowało mnie na tyle, że przeczytałam całe, zapoznając się ze wszystkimi możliwymi rozwiązaniami historii (wspominałam, że nie było to zbyt grube dzieło). Tak o to spotkałam się ze swoją pierwszą powieścią paragrafową - historią, której przebieg zależy od decyzji podjętych przeze mnie w trakcie czytania. Pomysł świetny, tylko ten pierwszy raz trwał zbyt krótko, żeby tak naprawdę się tym zainteresować. Aż do teraz.
Żeby było wiadomo, czego na półce w księgarni szukać.

środa, 24 października 2018

Gdzie jest Lissy?, czyli o festiwalu krypnej groteski

Wraz z końcem września do wielu bibliofilów dotarła niezwykła oferta pracy. Wydawnictwo WAB ogłosiło, że poszukuje testera książek, za czytanie powieści oferując żywą gotówkę i tydzień w górach. Możecie sobie wyobrazić jak wielką radość wywołało to u wszystkich parających się recenzowaniem. Jestem przekonana, że skrzynka mailowa wydawnictwa zapełniła się wówczas mniej lub bardziej udanymi tekstami niemal od razu. Ze względu na swoje raczej chłodne podejście do rzeczywistości, nie popadłam w huraoptymizm i szczerze mówiąc nie zamierzałam się zgłaszać. Raz, że w natłoku wiadomości moja pewnie by się nie wyróżniła, a dwa, że sama mogę wymienić przynajmniej pięciu recenzentów, którzy w postawionym zadaniu spisaliby się lepiej ode mnie. Ale... I właśnie przez to "ale" siedzę i piszę te słowa. Wystarczyła iskra (w moim przypadku przybrała postać sobotniej rozmowy bladym świtem) i już kupowałam wymaganą do recenzji książkę. Bo tak po prawdzie, co mi szkodzi spróbować.
Takie urocze spojrzenie udało mi się uchwycić

poniedziałek, 15 października 2018

Robota na odsłuchu, czyli o zaletach audiobooków

Jestem bibliofilem a także nałogowym czytaczem książek i to z rodzaju tych, którzy uwielbiają zapach papieru i trzymanie grubego tomiszcza w rękach. Nawet jeśli powieść jest diablo obszerna, potrafię ją zapakować do mojej przepastnej torebki i targać ze sobą (choć przyznaję, że z "Drogą królów" sobie odpuściłam). Po prostu kocham książki. Aczkolwiek, jeśli jadę w trasę i wiem, że jednym tytułem się nie zaspokoję, zabieram swojego "kundelka" z ebookami zgromadzonymi na tę okazję. Sztuczne zwiększanie masy bagażu, przez spakowanie trzech-czterech nie najcieńszych publikacji, jest, moim zdaniem, zwyczajnie bez sensu. Po elektroniczne wydania sięgam również, gdy muszę przyspieszyć tempo czytania, bo jakoś tak się w moim przypadku złożyło, że ebooki czytam dużo szybciej niż książki tradycyjne. Także technologi w żaden sposób nie odrzucam. Powiem więcej, ostatnio zaprzyjaźniłam się z nią jeszcze bardziej, bo zaczęłam korzystać z audiobooków. Szczerze? Jestem zachwycona.
Dziś Mróz na Powiało bardzo zasłuchana siedzi.

czwartek, 11 października 2018

Fantastycznie chłodna prasówka - NF 10/18

Wraz z powrotem do prowadzenia bloga, wracają tez nieodłączne Chłodne Prasówki, choć chciałabym nieco zmienić ich formę. Ta ułożona i poukładana od deski do deski może i rzeczowa była, ale na dłuższą metę muszę przyznać, że jej pisanie nudziło. A skoro mnie ta monotonia przygnębiała, to co dopiero Was, moich kochanych czytelników. Nie da się ukryć, że wlazła w to jakaś rutyna, która we mnie zabijała radość recenzowania. Fakt łatwo było podążać schematem i jakbym zmęczona nie była, wiedziałam co, gdzie i jak mniej więcej napisać. To było proste i na swój sposób wygodne. Ale dość! Postępującemu marazmowi i szablonowemu działaniu mówimy stanowcze nie! Od dziś kolejność będzie zależna od porywów serca i tego, który tekst wywarł na mnie największe wrażenie, o! I to jest to! Trwaj chwilo, jesteś piękną (a Ty Mrozie odstaw kofeinkę, bo ludzie zaczną dziwnie myśleć o Tobie).
Tak się ładnie zgrało, że pan z okładki sięga po przypinkę.

wtorek, 2 października 2018

Powiało chłodem na froncie, czyli wielki mały powrót

Cześć pracy rodacy! Tęskniliście? A może nawet nie zauważyliście braku mej skromnej osoby i tych kilku wpisów miesięcznie, które mniej lub bardziej wpływały na Wasze opinie czytelnicze? Nie wiem, nie wnikam, krócej będę przesłuchiwana. Nie mniej należy Wam się kilka słów wyjaśnienia, a także streszczenie tego, co się u mnie działo (a przynajmniej mi się należy, ponieważ potrzebuję się rozpisać). W każdym razie te trzy-cztery miesiące temu znów zrobił się u mnie gorący okres czytelniczo-recenzencki. Myślałam, że z niego wyjdę, bo nieraz mi się udawało zebrać w sobie i pogonić pracę, ale coś we mnie pękało. Pisanie nie było już taką frajdą, a stało się obowiązkiem, przez co teksty wychodziły mi schematyczne i nieco siermiężne, a prywatne projekty legły w gruzach. podchodziłam do tworzenia tak bardzo negatywnie, że byłam niemożliwie blisko zamknięcia bloga i zrezygnowania z pisania, bo po co? Na szczęście kilka mądrych osób zaleciło przerwę. Przyznałam im rację, bo jednakowoż było mi szkoda przekreślać te lata pracy pod wpływem impulsu. 
To jak? Tęskniliście?