Magia rządzi się swoimi własnymi prawami. O tym wie każdy miłośnik fantastyki, dla którego przygody wszelkiego sortu czarodziejów są niesamowitą pożywką dla wyobraźni. Choć wiadomo, co książka to zasady działania czarów różnią się od siebie, jednak są pewne, niepisane reguły, których trzyma się większość autorów. Mimo to wyobraźnia pisarzy nie przestaje nas zaskakiwać, serwując całą plejadę specyficznych postaci, wpisujących swoje talenty (i antytalenty) w zawód maga. Merlin, Raistlin, Rincewind, Dumbledore, Gandalf, Arivald czy Yenefer są tak różni, jak tylko odmienne potrafią być istoty ludzkie, zarówno pod względem charakterów czy właśnie sposobów władania magią. Choć, gdyby dokładnie się przyjrzeć, znalazłoby się pewne elementy wspólne: tajemnicze zaklęcia szeptane w niezrozumiałych językach, zaskakujące ingrediencje niezbędne do rzucania czarów, czy też potężne artefakty wspierające swą energią moc maga. I księgi! Mnóstwo ksiąg! A gdyby rzucane czary brzmiały nieco bardziej swojsko? Gdyby składniki wykorzystywane do zaklęć były zupełnie zwyczajne, a artefakty na pierwszy rzut oka wyglądałyby jak śmieci (i w gruncie rzeczy nimi były)? Może magia jest zaklęta we wszystkim, tylko nie posiadamy odpowiedniego zmysłu, by móc z niej korzystać? Dziś kilka słów o książce i czarodzieju, którzy są aż do bólu współcześni.
Minimalistyczna i "krwawa" okładka.


