Od czasów W moim Mitford czy Domu na Sekwanie uwielbiam opowieści rodzinne. Niestety w fantastyce, poza cudnymi książkami Marty Kisiel, ze świecą szukać nietuzinkowej codzienności, gdzie wyzwaniem stają się zakupy w Tesco i wychowanie dziecka pół-zjawy. Chyba że owo dziecko okaże się wybrańcem, bękartem z na wpół zapomnianej królewskiej krwi, mającym ocalić świat. I fakt, wszystkich uratuje, ale pierożków już nie ugotuje, bo jego ognisko domowe już zawsze będzie nosiło znamiona dysfunkcyjności i braku uzależniającej adrenaliny. Jeśli więc chciałabym poczuć nieco rodzinnego ciepła z pewnością nie sięgnęłabym po książkę fantastyczną. Jest to niewątpliwa wada gatunku, ale nie można mieć wszystkiego. Dlatego też w zeszłym roku niemal rzuciłam się na Sonatę dla Motyla autorstwa Magdaleny Kubasiewicz, o czym mogliście przeczytać na niniejszym blogu. W tym zaś miałam tę przyjemność zapoznać się z kontynuacją książki zatytułowaną Jesienny bluszcz.
środa, 5 września 2018
wtorek, 7 sierpnia 2018
Jesienny bluszcz - zapowiedź
Jeśli spodobała Wam się historia Julii-Anny Motylskiej z książki "Sonata dla Motyla" Magdaleny Kubasiewicz, to mam dla Was dobrą wiadomość. Już 4 września ukaże się jej kontynuacja zatytułowana "Jesienny bluszcz". Dla przypomnienia, podrzucam Wam link do recenzji Sonaty i krótki opis, który nieco przybliży nam fabułę drugiej części. Na moją opinię również możecie liczyć, więc pozostawajcie czujni.
niedziela, 10 czerwca 2018
Fantastycznie chłodna prasówka - NF 06/2018
Słońce świeci, lato w pełni, nic tylko brać urlopy, odpalać grille i cieszyć się tą niesamowitym klimatem na świeżym powietrzu. Tramwaje zaczynają wonieć własną aurą, w teorii szczęśliwi ludzie defekują gdzie popadnie, bo temperatura nie grozi odmrożeniem narządów, a zewsząd dobiega ryk kosiarek, skutkujący u mnie takim katarem siennym, że żaden makijaż nie wchodzi w grę. Chyba że zamierzam zwiększyć liczebność okolicznych pandarynów, choć jako cosplayerka. Nie żebym nie lubiła lata, ale pocenie się przy wykonywaniu normalnych czynności zakrawa na karę z nieba. Poza tym w takim stanie ciężko się myśli. Człowiek w zasadzie chciałby tylko leżeć w cieniu i rozkoszować się lekturą w połączeniu ze smakiem mrożonej kawy czy herbaty. Jeśli macie czas i dogodną lokacje to zachęcam do rozłożenia się tak z najnowszym numerem Nowej Fantastyki. Jest w nim kilka rzeczy, z którymi naprawdę warto się zapoznać.
Różalskocepcja?
niedziela, 13 maja 2018
Opowieść o wegańskim szopie, czyli Mróz a recenzja kosmetyków
Potrzeba zadbania o siebie jest identyczna u wszystkich kobiet nie wyłączając nerdek czy geeczek. I o ile makijażem, dodatkami czy ubraniami można dać upust swojej fandomowej miłości, o tyle w przypadku kosmetyków do pielęgnacji nie jest już to tak oczywiste (chyba, że mieszkamy w Japonii i lubimy Hello Kitty albo Czarodziejkę z Księżyca. Z resztą tam wszystko jest możliwe). Na Warszawskich targach Fantastyki udało mi się dopchać do stoiska Soap Szop, na którym mój wzrok przyciągnęło małe pudełeczko (jak się potem okazało z mydłem) z napisem Kanadyjski Rosomak. No cóż, niewiele potrzebowałam, żeby skojarzyć tę nazwę z odpowiednim komiksem Marvela i nie uśmiechnąć się, ponieważ spodziewałam się zapachu potu, stali (adamantium) i krwi moich wrogów, dostając w zamian intensywnie leśny, sosnowy aromat. I choć hasło “Vegan, nerdy, awsome” działało na mnie w sposób dość sprzeczny (dostaje alergii konsumenckiej na wszystkie wegańskie artykuły), postanowiłam nabyć mus do ciała o nazwie Yenneffer (zgadnijcie jak mógł pachnieć).
To tylko część kosmetyków, bo Mysza była nimi aż za bardzo zainteresowana.
niedziela, 6 maja 2018
Fantastycznie chłodna prasówka - NF 05/2018
Początek maja uderzył w nas wiosennym latem. Ciepło słonecznych promieni rozleniwia z jednej strony a z drugiej zmusza do wyjścia, zachłyśnięcia się pogodą i radością, że zimy już nie ma. choć z drugiej strony powoli znów, niemal podskórnie czuć nadchodzące upały. Ale póki one nie nastąpiły, zwyczajnie można się cieszyć idealną aurą. Przynajmniej dla mej skromnej osoby. Teraz wystarczyłoby posiadać kawałek własnego ogródka, hamak bądź też leżak i oddawać błogiemu lenistwu z książką bądź gazetą w tle. Jeśli nie wiecie, co wybrać, z przyjemnością polecę Wam majowy numer Nowej Fantastyki. I wiem, że choć z okładki straszy pewien fioletowoskóry właściciel amerykańskiego lombardu z błyszczącym gadżetem wygrzebanym na pchlim targu, wnętrze ma się dużo lepiej.
Trudno jest czytać Nową Fantastykę, gdy kot się do niej dostawia
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



